O strachu coś więcej – jak wyeliminować typa

Cześć i czołem!

Z racji, że można o strachu gadać wiele, to nie jedno tutaj napiszę. Temat płynie dłużej niż przelewy Leydzina. Niejedno z pewnością pominę, do niejednego z chęcią kiedyś wrócę. Dużo tego. Nie mniej, poszerzajmy, dodawajmy elementy.
No dobra, powtarzać nie będę, to nie do końca ta zabawa. Jeśli lektura Was minęła to odsyłam jeszcze do wpisu Kuby (https://parkoursercem.wordpress.com/2015/05/02/o-strachu-slow-kilka/). Bez sensu po nim powielać (zwłaszcza, że się z nim zgadzam).

Strach pojawia się w nas z różnych przyczyn. Jest takim starszym bratem, który przychodzi nam z pomocą – choć czasem chce dobrze, a wychodzi jak zwykle. Nie skoczyliśmy. Fok, znowu. Choć mógł mieć rację. Jest to taki trochę nadopiekuńczy koleś, który nad Tobą czuwa i cholernie się o Ciebie boi. Najchętniej zakazałby wszystkiego. Towarzyszy nam głównie w sytuacjach zagrożenia, podejmowania ryzyka lub doświadczania nowego, nieznanego. Niekoniecznie rozumie, że jesteśmy już dorośli i chcemy być samodzielni. Więc puszczaj ziomek, nie jesteśmy już dziećmi.

Sposobów na to, żeby pozbyć się tego natrętnego typa jest parę. Nie musimy być uprzejmi, ale nie traktujemy go jak trędowatego. Raz, że też człowiek, dwa – to człowiek miewa rację. Musimy wiedzieć, po co przyszedł i czy powinniśmy go zbywać. Może to nie zwykłe odwiedziny. Sposoby jak go olać przedstawię Wam ja.

Boimy się różnych rzeczy i z różnych przyczyn. Ważne jest świadome zdiagnozowanie skąd się ten strach wziął i czy faktycznie warto go przeganiać. W końcu to nasz kumpel.Boimy się nieznanego.
Może to być nowe salto, nowy skok. Coś, czego jeszcze nie doświadczyliśmy, nie mamy zielonego pojęcia jak się zachowamy w tej sytuacji, co się stanie z naszym ciałem. Niby potrafimy sobie to zwizualizować, ale nadal jest to nam obce. No niby wiem jak idzie backflip 360, ale bo ja wiem, czy wystarczająco zakręcę salto?

Ten strach przychodzi nam często, bo często uczymy się nowych rzeczy. Czasami wynikają one z rozwinięcia podstawowego elementu i czynimy go bardziej skomplikowanym. No i dzień dobry, tu mamy rozwiązanie numer 1 – ewoluowanie. Po krótce zmieniaj coś powoli, stopniuj to. Boisz się fiflaka? Nie musisz robić go od razu, zacznij od czegoś minimalnego. Stań tyłem i skocz do tyłu gwiazdą. Albo nie skacz i zrób gwiazdę, spróbuj skoczyć następnym razem. Wybij się mocniej, próbuj powoli robić to coraz bardziej w pionie. Chodzi o to, że prawie zawsze mamy jakąś podstawę do zaczęcia nauki. Nie umiesz fiflaka? Zrób gwiazdę. Nie umiesz gwiazdy? Stań na rękach? Nie? Stań na głowie, albo chociaż próbuj. Żeby nauczyć się podskoczyć, musiałeś umieć stać. Żeby stać to raczkować. Żeby raczkować to przerzucić się na drugi bok. Znajdź minimum, od którego możesz zacząć. Nieważne jak dziwne, jak głupio wyglądające.
     Numer 2 – asekuracja. Najprostsze na świecie. Trenujemy często w grupie, albo chociaż w parze. Rodzica weź na trening. Nie masz pomysłu jak coś zrobić powoli? Ja czasem też nie, może brak wyobraźni, albo poczucie, że nie tędy droga. Możemy nie mieć racji, ale możemy mieć kolegów. Niech pomogą. Chociażby przewiązać bluzę w pasie i trzymać delikwenta przy backflipie, swing gainerze, chodzeniu. Problem z balansem? Chwyć kumpla za rękę, albo pięść – jak się czujesz gejowato (pięść taki okaz męskości jednak). Albo kija mu potrzymaj. Znaczy patyka. Drzewo znaczy. Nieważne. Pomyśl jak ktoś może Ci pomóc, żeby przebić tę strefę komfortu. Czasem jest faktycznie ciężko samemu.
     Numer 3 – yolo. Nie jest to łatwe, ale czasem tak trzeba. O ile nie ma tu realnej sytuacji zagrożenia życia, to trzasem trzeba coś po prostu pier***nąć. Często to idzie w parze z inną metodą, bo nie jest ona w stanie się przebić. Mimowolnie ciągle coś robimy i nie możemy się złamać. Nie ma kogo do pomocy, albo nie bardzo może to zrobić. Więc trzeba to j*bnąć.
sala-3
     Numer 4 – naucz się upadać. Obycie z upadaniem jest bardzo ważne. To upadku często się boimy i upadek bywa dla nas obcym uczuciem i nie wiemy, czy sobie czegoś nie uszkodzimy. Dobrze jest znać uczucie jak załamują Ci się ręce przy fiflaku, jak za wcześnie/za późno otwierasz backflipa, jak niedolatujesz małpy do preca, cat leap był za daleki, schodów o jeden więcej, trawa za śliska, murek nie klei, rurka pęka, różnie się zdarza. Znajomość uczucia upadku czyni pewne rzeczy mniej strasznymi. Rzucę się jakoś bokiem i obalę, o tak. Luzik, teraz trochę bardziej zakręcę. Letko. Dobra ciul, robię jak trza. O ciul, lajcik 🙂

Boimy się, że się nie uda.
Nie dolecimy precka, nie zgasimy go (a sytuacja wymaga), nie dokręcimy salta, śruby, to takie najczęstsze. Wszystko, czego niepowodzenie stwarza niebezpieczną dla nas sytuację. Lepiej niech się uda. Dobrze wiemy, że nie zawsze wszystko wychodzi idealnie. Co wtedy?
     Numer 1 –  samoasekuracja. Naucz się wyjścia z sytuacji. Koła ratunkowego, które nie zawodzi i pływa niezależnie od sytuacji. Tak jak byś nie umiał pływać, ale wpadł do wody. I nie bał się, bo wiesz, że jak się położysz na plecach to utrzymasz się na wodzie. Naucz się jak odbijać precka, czy małpę do precka, jak przy nich zejść do catleapa – czy skoczysz za mocno czy za słabo. Opracuj sposób, dzięki któremu będzie to niestraszne.
     Numer 2 – wyłącz się. Doświadczenie. Pewność siebie. Choose not to fall. Musisz być przekonany o swoich umiejętnościach. Wyłączyć się, mniej analizuj. Mózg bardzo lubi nas zwodzić. Patrzymy na skok i pozwala nam czuć, że jest w naszym zasięgu. Jednocześnie zasiewa w nas strach i przetwarza, co może nam się stać. Często jesteśmy przez tę psotę odpuścić. Wyłącz się, skup się na tym co robisz w danej chwili. Nie myśl o skoku, bo w tym momencie stoisz i czekasz. Nie myśl o kroku naprzód, bądź teraźniejszy, na tym polega skupienie.

If you’re afraid to fall you fall because you’re afraid – Daniel Ilabaca

     Numer 3 – co z tego. Nie ma zastosowania wszędzie, ale czasem? Co z tego, że nie wyjdzie? Że się nie uda? Nie musisz być perfekcyjny, w zasadzie nie na tym to do końca polega. Perfekcja jest dużo szersza niż robienie wszystkiego idealnie za pierwszym razem. Jeśli schrzanienie nie stawia Cię w sytuacji zagrożenia, to co z tego? Nie zabieraj sobie czasu, trenuj. Oswój się z tym.Boimy się ryzyka.
Ryzyko pojawia się, kiedy pojawia się realne zagrożenie. Zagrożenie u nas jest w zasadzie na prawie każdym kroku. Do przeciętnych sytuacji z zagrożeniem odsyłam do poprzednich metod, zresztą – żadne się nie ograniczają do danego tematu. Po prostu uważam, że tam są bardziej stosowne i mają częstsze zastosowanie. Ten akapit mógłby być miszmaszem, bo upadek zawsze jest zagrożeniem. Mniejszym lub większym. Mniejszym, jeśli opanujemy powyższe metody. Jeszcze mniejszym jeśli wzmocnimy nasze ciało, zbudujemy z niego zbroję. Czasem i to nas nie uchroni, przewrotnie w życiu bywa i zdarza się, że ponosimy konsekwencje nawet małych potknięć. Prawdę mówiąc zwłaszcza tych. Najniższy murek, najmniejsza barierka, dziura w trawie, śliska ściana. Ta sekunda bez skupienia pozbawia nas radości najczęściej. Rutyna to zwodnicza droga do perfekcji. Wymaga cierpliwości, wytrwałości i ciągłego skupienia, które tracimy wskutek nieustających powodzeń. Rutyna tego nie lubi, rutynę trzeba szanować, rutynie trzeba skupienie poświęcać.

Sytuacje realnego zagrożenia wymagają w nas przede wszystkim pełnej świadomości siebie. Świadomości ryzyka, siły swojego ciała, siły swojego umysłu. To zimnokrwista kalkulacja za i przeciw postawieniu siebie w danym momencie w danej sytuacji. Siła, opanowanie i zdrowa ocena powinny trzymać nas w zdrowiu. Powinny, bo elementy kalkulacji potrafią być zmiennymi. Choćby skupienie nie jest wartością stałą. Jesteśmy odpowiedzialni za samych siebie, samych siebie możemy kontrolować. Ale w ruchu korzystamy jeszcze z innych elementów. No i uczestniczy w biegu jeszcze jeden koleś. Przypadek. A tego typa ciężko wyczuć..I generalnie.. nie martwcie się. Będzie dobrze! Za dużo rzeczy traktujemy zbyt serio i uważamy za zbyt trudne. Prawda bardzo często jest inna. Często boimy się banałów. Zwłaszcza tych, które faktycznie bylibyśmy w stanie zrobić.
łobza-11

Przypadkiem kończę. Jeszcze do tego wrócę. Na ten moment chętnie odpowiem w jaki sposób ja radziłem sobie/radzę/poradziłbym z przełamaniem strachu w danej sytuacji. Jak Wy sobie radzicie? Co jest dla Was istotne przy przełamywaniu? Jak często to robicie? Pytań masa, zachęcam do odpowiedzi. To ważne, żebyśmy się dzielili!

Pozdrawiam,
Jaca

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O strachu coś więcej – jak wyeliminować typa

  1. Siema!
    Świetny wpis w którym zaciekawiła mnie jedna rzecz. Chodzi mi mianowicie o tą asekurację do back’a. „Chociażby przewiązać bluzę w pasie i trzymać delikwenta przy backflipie, swing gainerze, chodzeniu.” Sam teraz jestem w etapie przemagania się do back’a. Ta bluza może w czymś pomóc?
    To nie są moje pierwsze próby bo kiedyś back’a już robiłem ale na sali i na materace. Było całkiem całkiem, na palce. Teraz nie mam już dostępu do sali ale za to mam do piasku. Ostatnio zacząłem próbować sposobu z fiflakiem ale tego robię trochę pod skosem co nie pomaga mi zbytnio. Moim największym i jedynym strachem jest spadnięcie na kark i nakrycie się nogami co jak wiesz jest kurewsko bolesne. Innego strachu nie mam. Dasz radę mi jakoś pomóc?
    Odchodząc na chwilę od mojego problemu powinniście wprowadzić przycisk do dotacji :] Uważam, że to co robicie jest świetne i chętnie wsparł bym was paroma złociszami.

    Polubienie

    1. Generalnie chodzi o to, że bluza przewiązana w pasie (najlepiej na dwa razy, żeby się nie rozwiązała) ma stanowić uchwyt dla 2 osób, które będą Cię za nią trzymały. Chodzi o to, żeby pomogli Ci się wybić i obrócić, w razie gdyby coś szło nie tak. Bardzo fajny i bezpieczny sposób 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s