Parkourowe przemyślenia

Parkour zrobił dla mnie wiele. Kończąc niedługo dziewiątą rocznicę rozpoczęcia mojej przygody z PK zadaję sobie kilka pytań. Gdzie bym teraz był w swoim życiu, gdybym 9 lat temu nie zaczął przeskakiwać przez ogrodzenia i murki? Jakim stałbym się człowiekiem? Kim byliby moi najlepsi przyjaciele? Jakie miałbym podejście do otaczającego mnie świata? Czy odnalazłbym się w tym wszystkim?

Parkour jest dla mnie najlepszym naturalnym remedium na trudy otaczającego mnie świata. Moją małą świątynią, do której mogę się udać, kiedy jest mi źle, kiedy się boję lub wątpię w siebie. Stał się sposobem na odreagowanie, kiedy ładunek wewnątrz rozsadza mnie od środka. Jest wspaniałym nauczycielem. Uczy mnie pokory, cierpliwości, szacunku do mojego ciała i dla drugiego człowieka, nawiązywania relacji z nowymi ludźmi. Jest moją medytacją, ciszą, w którą się zatapiam na każdym treningu. Kiedy trenuję znika wszystko poza mną. Zostaję tylko ja i miejsce, w którym trenuję. Nie ma wczorajszych problemów, nie ma jutrzejszych wątpliwości – jest tylko tu i teraz.

Parkour jest czymś, co zbudowało moją osobowość i rozwinęło moje skrzydła. Dał mi on wiarę w siebie. Pokazał co jest w moim życiu ważne. Jest moją wolnością. Rozbudził moje zainteresowania oraz zainspirował mnie do dbania zarówno o moje ciało jak i umysł. Zabrał mnie do miejsc i sytuacji, w których nigdy bym się nie spodziewałbym, że się znajdę. Pozwolił mi podróżować i poznawać pięknych ludzi. Zdjął ze mnie strach przed nieznanym. Zachował moją dziecięcą spontaniczność i otwartość wobec innych. Uświadomił mi, że dawanie jest o wiele lepsze niż branie. Dzielenie się tym, co kochasz z drugą osobą jest najwspanialszym uczuciem na świecie i kropka. Nie ma nic lepszego.

Na mojej parkourowej drodze stawało zawsze wiele wyzwań, którym starałem się stawić czoła. Trenuję przede wszystkim na ulicach miast, w miejscach publicznych, gdzie ciągle jestem obserwowany przez nieznajomych. Z początku było to krępujące, z czasem udało mi się do tego przywyknąć. Nie było to komfortowe, ale nic co nowe zazwyczaj takie nie jest. Dzięki temu nabrałem dystansu do własnej osoby i do tego co robię, przestałem się przejmować tym, jak jestem postrzegany przez innych. Z ust przechodniów słyszałem przeróżne rzeczy. Zarówno pochwały jak i słowa krytyki. Zdarzało się, że byłem obrażany, wyśmiewany, a bywało i tak, że prowadziłem ciekawe rozmowy z osobami, które z podziwem patrzyły na to co robię. Z czasem kiedy nabierałem doświadczenia i mój poziom rósł, stało się to pewnego rodzaju pułapką…

Jaką pułapkę mam na myśli? Stajesz się lepszy, ludzie zaczynają Cię podziwiać, więc Twoje ego ma pożywkę. Zaczynasz rosnąc, czerpać z tego swoją pewność siebie. Poczujesz się wyjątkowy, lepszy od innych. Ale nie daj się temu – to zgubne. Nim się obejrzysz popadniesz w samouwielbienie. Zapragniesz zdobywać coraz więcej i więcej uwagi innych i zatracisz cały sens tego, co kiedyś było tak niewinne i piękne. W pewnym momencie okaże się, że nie trenujesz dla samej przyjemności, która płynie z tego co robisz, ale dlatego aby zdobywać kolejne próżne pochlebstwa. Staniesz się arogancki, zaczniesz się przechwalać – ludzie szybko się na Tobie poznają, a Twoi bliscy zaczną się od Ciebie odsuwać. Nikt nie lubi przebywać w towarzystwie aroganckich ludzi. Jeżeli ciągle będziesz chciał czerpać z opinii innych, ale zobaczysz, że bycie aroganckim Ci się zwyczajnie nie opłaca, bo odpychasz zamiast przyciągać – staniesz się typem świętego. Na każdą pochwałę będziesz reagował słowami typu: „no coś Ty, przecież nie jestem aż taki dobry!”, a w głębi siebie będziesz znów rósł. Brawo, wyżebrałeś kolejną pochwałę. Ale nie łudź się – to też nietrwałe, wiecznie z tego nie będziesz mógł czerpać. W końcu dopadnie Cię pustka, zdobędziesz tak dużo pochwał, że już 1000 lajków mniej czy więcej pod Twoim filmem na fejsie nie zrobi Ci żadnej różnicy. A może właśnie będziesz usilnie starał się wypełniać tę pustkę fejsbukowymi lajkami? Jeżeli to co robisz, robisz tylko dla efektu, jaki dzięki temu uzyskasz(pieniędzy, fejmu, władzy czy poszanowania w oczach innych), to nie wróżę Ci szczęśliwego życia. Chciałeś to wszystko mieć? No to proszę! Masz to co chciałeś, zdobyłeś sławę lub pieniądze, myślałeś, że staniesz na szczycie świata. Teraz trzymasz się tego kurczowo, boisz się, że to stracisz. Nie czujesz się wcale tak dobrze, masz problemy ze snem – miliony myśli i obaw, czarnych scenariuszy przetacza się przez Twoją głowę, kiedy zostajesz sam ze sobą.

Fakt, może trochę popłynąłem, dotarłem do ekstremum – pokazałem problem w jego skrajnej postaci. Ale chyba rozumiecie o co mi chodzi? Przestańmy być zależni od tego, co mówią o nas inni. Uzależniając się od tego, co na Twój temat powie druga osoba, narażasz się na to, że z łatwością możesz zostać zmanipulowany przez dosłownie KAŻDEGO. Ktoś Cię pochwalił ,skaczesz z radości i przybiegasz do swojego pana z soczystą kością w gębie. Chcesz żeby rzucił Ci ją jeszcze raz? Proszę bardzo! Kolejna pochwała leci do Ciebie! Ale zaraz, zaraz, co jeśli komuś się nie spodobasz? Ktoś powie, że jesteś zły, brzydki i głupi. Co zrobisz teraz?! Będziesz smutny, bo dla kogoś nie jesteś wcale taki fajny? Zerwij z tym! Nie daj się ogłupić. Nie buduj poczucia własnej wartości na tym, co możesz usłyszeć z ust drugiego człowieka – bardzo często zależy to od czynników, o których nawet nie masz pojęcia. Ktoś jest sfrustrowany swoimi problemami – na pewno nie będzie miał ochoty, żeby chodzić dookoła i wychwalać wszystkich. Będzie prawdopodobnie krytykował i rzucał hejtami. Zacznij więc budować poczucie własnej wartości i swoją pewność siebie poprzez praktykowanie tego co kochasz! Zrozum, że nieistotne są słowa innych ludzi – doceń ich obecność w Twoim życiu zamiast tego. Jeżeli chcą z Tobą przebywać, dobrze czują się w Twoim towarzystwie, a Ty w ich, to czego więcej Ci potrzeba! Wszystko świadczy o tym, że jesteś wartościowym człowiekiem! No niby tak, aaaale… Z drugiej strony możesz czuć się odrzucony przez społeczeństwo, w którym funkcjonujesz. Nie jesteś lubiany przez ludzi, z którymi spędzasz czas, na Twój widok wychodzą z pomieszczenia? Może po prostu Twoje miejsce jest gdzieś indziej? Znajdź coś, co lubisz, a później znajdź ludzi, którzy też to lubią – na pewno tam się odnajdziesz. Ja się tam odnalazłem – znalazłem parkour i moją parkourową rodzinę.

Rozkochajmy się więc w czynnościach, które robimy, nie zaś w nagrodzie jaką możemy za ich wykonanie dostać. Nie tyczy się to tylko parkour, ale KAŻDEJ DZIEDZINY NASZEGO ŻYCIA. Czymże jest praca, której się poświęcamy tylko i wyłącznie dla zarobku, a która nie sprawia nam żadnej przyjemności? Pustką, tylko i wyłącznie straconym czasem. Można tak pracować przez jakiś czas – pieniądze są przecież potrzebne, a czasem trzeba wziąć to, co mamy do dyspozycji, żeby móc przeżyć. Ale nie daj sobie wmówić, że musisz tkwić w pracy, której nie lubisz całe życie. Jedyną osobą, która Cię powstrzymuję przed zmianą jesteś TY!

Może tym razem trochę bardziej chaotycznie, niektóre fragmenty czasem jakby może trochę wyrwane z kontekstu – dziele się z Wami tym co mi akurat przyszło do głowy, tym jak wpłynął na mnie parkour, tym co dzięki niemu dostrzegłem w sobie i innych. Masz jakieś swoje przemyślenie na temat parkour? Podziel się nimi z nami w komentarzu pod spodem!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Parkourowe przemyślenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s