Nie odwlekaj – po krótce jak chwycić życie za jaja.

Nie ma Ci życia bez śmierci. Dualizm daje nam do zrozumienia, że ostatecznie tworzą spójną jedność – byt. Równie przeciwstawne to, więc i dziwne, ale przytoczę, bo nie tak dawno temu pewny Leśny Dziad raczył mnie częstować (boże dopomóż, żołądku dopomóż, jelito przepchnij) bananem z cebulą. O dziwy przyzwoicie smacznym w dodatku (jak na BANANA Z CEBULĄ (symboli Afryki i Polski, dwa światy – co)). Nie chodzi nawet o źródło pomysłu – choć pogłowić się można. Tylko po kiego jego cebula w pysznym, słodkim bananie? I dlaczego to jest smaczne!?

Śmierć dała nogę w chwili pojawienia się naszego życia. Zresztą – życie i śmierć to taka para, która zaliczyła wpadkę. Życie to matka, na której teraz spoczywa brzemię wychowania babola. Z kolej śmierć to ojciec, któremu dziecko jest tymczasowo nie na rękę (pozdrawiam z tego miejsca moich przyjaciół, siebie trochę też). Jesteśmy trochę takimi życiowymi sierotami. Matka nas raduje – jasne, dobre i to, ale natura nasza taka, że ojca kurna jednak brak. Każde jego spotkanie – choćby i przelotne, nadaje naszemu bytowi sens, jakąś pełnię.
Jak taka sierota żyjemy w przekonaniu, że kiedyś po nas wróci. Tu mamy rację (w metaforycznym kontekście – za faktycznych ojców nie ręczę). Ale żyjemy też w przekonaniu, że skoro nas zostawił, to nie wróci prędko. Tak z nami jest, mnie pokoleniu 93 śmierć się wyobraża za nie mniej jak 50 lat. Jak się wyszaleje, dorośnie, dorobi czy co. Może instynkt ojcowski. Za te dobre 50 lat przyjdzie po mnie śmierć, albo sam świętej pamięci ojciec in persona. Wszyscy jednak wiemy, że różnie to bywa. Śmierci nie przewidzisz, może chcieć wrócić w każdej chwili. Tęsknotka taka.

norge-19

W parkour zdarza nam się z tą śmiercią ocierać. To jest coś co wymaga od nas świadomości i skupienia na treningu. To coś co nas trzyma w ryzach i wychowuje. (Świetnie się złożyło – przyrównuję ojca do śmierci, śmierć do wychowania, a wierzę, że parkour zastąpił mi ojca w wychowaniu – lubię takie wnioski!) I to w parkour lubimy. Ten prawie bezpośredni kontakt. To starcie życia ze śmiercią, dzięki temu czasem czujemy się żywi, pełni, sensowni. To ciągnie ludzi do sportów ekstremalnych, ta świadomość bytu, istota pełni.

„Kiedy śmierć staje się rzeczywistością, życie jest bardziej intensywne” – Osho

Nasz byt to takie trochę oczekiwanie na śmierć. A ta śmierć to trochę taki gość, który złoży nam niezapowiedzianą wizytę. Trochę jakby najlepsza pieczara w szkole powiedziała, że wpadnie do nas jakoś po szkole na randkę – „ugotuj coś, jak się wyrobię tak przyjdę”. No i super, tylko kiedy się za co zabrać? Zakupy, prysznic, golenie (jaja też czy nie?), gotowanie. Toć cholera trzeba zdążyć, może przyjść w każdej chwili. Im wcześniej ruszysz dupę z tym pełniejszymi ręcma ją przywitasz. Więc ruszasz od zaraz.
To jest Twój wieczór. Ten dzień, to Twoje życie. I tak winno być ze śmiercią. Powinna być naszym motywatorem, naszą wieczorną randką z najlepszą typeczką w szkole z wybuchami, fajerwerkami w łóżku, na podłodze, na stole, gdziekolwiek. Mission accomplished. O to chodzi.
Ale. Jak by wyglądał ten dzień gdybyś wiedział, o której przyjdzie? Ile czasu byś zaoszczędził? O ile później byś zaczął przygotowania? Znając godzinę nie przygotowywałbyś się cały czas, odłożył to – mam czas. Okazuje się, że miałeś go tyle, że wita Cię z zażenowaniem w łazience z pianką na jajach. I co masz do powiedzenia? „A co Ty tak wcześnie„?

1

Gdybyśmy tylko znali datę śmierci, zaplanowalibyśmy sobie życie co do joty. Przynajmniej moglibyśmy. Spalibyśmy spokojnie, odkładali, przecież to nie jutro! Mamy to dziwne przeczucie, że ta data nastąpi za jeszcze spory okres czasu. To sprawia, że pozwalamy sobie oddelegować nasze cele, działania, marzenia na nie dziś, może jutro, za rok, dwa, dziesięć na pewno! Mamy ułudne wrażenie, że jeszcze mamy czas. Tata prędko nie wróci. Kurde mole, sam tak mam. Na wszystko przyjdzie czas! Bull śit.
Życie powinno być jak ta randka (ta udana). Śmierć powinna być nie tyle oczekiwaniem, co równie wielkim motywatorem. Zacznij już teraz, bądź gotów ją przywitać w każdej chwili. Im wcześniej zaczniesz tym pewniejszym jest, że skończysz. Nie odkładaj, nie przewidzisz. Bądź świadom, bądź gotów. Przywitaj śmierć z uśmiechem, satysfakcją i słowami – ZDĄŻYŁEM! ZALICZĘ!

3 uwagi do wpisu “Nie odwlekaj – po krótce jak chwycić życie za jaja.

  1. Zgadzam się, że życie i śmierć to nieodłączne elementy świadomości, ale porównanie do ojca i matki wydaje mi się dużym uproszczeniem. Życie nie zawsze „nas raduje”, o czym świadczy wysokość sprzedaży leków antydepresyjnych, nie jest też jasne i dobre. Przez pierwsze dwadzieścia lat życia wydawało mi się baaardzo niejasne i raczej na kształt sinusoidy – raz na wozie, raz pod wozem. Śmierć natomiast przynosi ukojenie umęczonej zawiłościami życia duszy.

    Z mojego punktu widzenia nie jest tak, że śmierć nas opuszcza i wraca. Ona… choć Pratchett twierdził, że On 😉 – ciągle z nami jest. W każdej chwili, z każdym uderzeniem serca umieramy. To „życie” – mowa o każdym jego fragmencie – właśnie się skończyło. I teraz. I znów.

    Parkour pozwala zaś zaakceptować ten prosty, nie dający się zaakceptować fakt – bycia ograniczonym. Czasem, przestrzenią, energią danego dnia. Kiedy jestem wysoko na krawędzi moje całe ciało drży w trwodze. To podświadomość krzyczy: JESTEŚ KRUCHY! Spier***isz się i po Tobie. Świadomość pozwala kontrolować ciało i się nie spier***ić, a nadświadomość odbywa bez słów rozmowę z Zegarmistrzem Światła.

    Polubienie

    1. Metafor tu można by masę przytoczyć.
      To nie życia zadanie nas radować, my jesteśmy za nie odpowiedzialni i musimy wykształcić w sobie mechanizmy, które będą nas kierowały na odpowiednie dla nas tory.
      Sam nigdy nie przeżyłem żadnego buntu czy faktycznie wielkich problemów życiowych. Miałem niemałe problemy zdrowotne, straciłem ojca, ale to są rzeczy, które się dzieją i teraz łatwo mi je akceptować i być szczęśliwym ze swojego życia. Bardzo długo nic nie wyrwało mnie z tej równowagi, więc śmierć jako ukojenie umęczonej życiem duszy? No tak tego nie widzę!
      Parkour dosłownie mnie wychował, chwilę po stracie ojca, ponad 10 lat. Na ten moment stojąc na krawędzi osobiście bardziej czuję, jakoby ojciec trzymał mnie za rękę. Jestem bezpieczny, jestem w domu 🙂

      Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s